poniedziałek, 16 czerwca 2014

Z wizytą u trzylatków

Kilka dni temu byłam zaproszona do przedszkola nr 19 w Białymstoku, do grupy trzylatków. Miałam nieco tremy bowiem takim dzieciom opowiadałam już dawno, dawno temu. Ciut jak nie w bajce :)) Jednak kolejny raz pokazało się, że strach ma WIELKIE  oczy. Dzieci cudownie odbierały przygotowane przeze mnie bajeczki, ochoczo rzucały się do pokazywania i uczestnictwa w bajkach i wymieniały opinie o bohaterach.
Po jednej grupie ochoty nabrała i grupa druga i tak powędrowałam z moimi bajkami do kolejnej sali. Takich spotkań trzeba mi więcej i więcej bo dają dużo pozytywnej energii i wciąż upewniają mnie, że dzieci potrzebuję żywej baśni a nie tylko tej puszczanej z telewizora czy komputera. Chcą i co ważniejsze UMIEJĄ słuchać. A tak ostatnio słyszałam mnogość opinii w mediach i artykułach, że obecne pokolenie nie potrafi słuchać i skupić się na czymś dłużej a tu proszę: pół godziny bajania dla grupy, która teoretycznie ma sporo mniejszy czas skupienia i kompletnie nikt z nich nie miał dosyć, kiedy skończyłam. Cieszmy się więc nadzieją, że nasze dzieci są gotowe na odbiór człowieka a nie tylko obrazu z maszyny ale też utrwalajmy to. Opowiadając im jak najwięcej historii.

Więcej zdjęć na: Galeony Baśni

środa, 11 czerwca 2014

Dzień Dziecka

Oto plakietka, która towarzyszyła mi podczas obchodów Dnia Dziecka w Belwederze. Bowiem działaliśmy tam z ramienia MSZ
     Pojechałam tam z ramienia  Muzeum Bajek Baśni i Opowieści      Pomagałam, będąc odpowiedzialna za zabawę z lalką. Dzieci pod okiem moim i 3 miłych osób do pomocy, tworzyły tekturowe laleczki do teatrzyku, lub robiły własny teatrzyk Kamishibai.
     Największym jednak powodzeniem cieszyły się laleczki z tektury, wymyślone przeze mnie rok temu na festynie w Mielcu, gdzie także pomagałam temu samemu muzeum.
  Organizatorzy zatroszczyli się o wystawców wspaniale! Dostaliśmy już na samym wstępie ekipę panów do pomocy przy rozkładaniu namiotów, skręcaniu stolików i dekorowaniu marionetkami itp. Wodę do picia w buteleczkach, oraz informację gdzie są zarezerwowane dla wystawców posiłki.
       Po bułeczki poszłyśmy na zmianę po dwie osoby, przed oficjalnym otwarciem belwederskich ogrodów. Potem dzieciaki dopisały i z wielką radością mieliśmy wszyscy pełne ręce roboty. Było wesoło i pomysłowo. Lalki dostawały sukienki z różnych materiałów. A to z bibułki, a to z satyny a to gotowe nieomal sukienki z ozdobnych woreczków na prezenty. Włosy także mogły mieć różniaste. Była i włoczka w kilku kolorach i bibułka, która można było formować na dwa sposoby. Skręconą- otrzymywało się sztywne dredy, albo ciętą na miękkie loki.
   Około godziny 15.00 strumyczek dzieci zaczął powoli topnieć i dzięki temu pojedynczo mogłyśmy skorzystać  z zapewnionego obiadu. Oficjalny koniec imprezy to godzina 16.00. Potem pan Prezydent miał inne ważne sprawy i ogrody musiały zostać zamknięte. Wystawcy szybciutko za  pomocą dodatkowych ekip, jak na początku złożyli swoje rzeczy i mogli około 17.00 opuścić miejsce.
   Z przyjemnością wspominam ten dzień, bo choć pracy było wiele to radość na buziach naszych małych klientów sprawiała, że wcale, ale to wcale nie czułam się zmęczona. Raczej radosna i podekscytowana.
Coraz bardziej przekonuję się, że to jest właśnie TO

 A tak wyglądał znaczek wystawcy, który obok plakietki nosiliśmy na smyczy u  szyi:
Przypominam, że wszelkie aktualności znajdują się na stronie opowieści: Galeony Baśni