czwartek, 19 lutego 2015

Ai no monogatari

Wieczór   o miłości oparty na baśniach z Japonii.
Wiadomo- Walentynki, to pretekst do rozmowy o obchodzeniu tego święta w innych krajach. 
Nie miałam kimona, ale chciałam oddać jego ducha swoim ubiorem i uczesaniem, by dodać wieczorowi magii przeniesienia się w czasie i miejscu. Chyba się udało.

Z tym wieczorem to ciągle miałam jakieś problemy i byłam o krok od odwołania spotkania. Cieszę się, że tego nie zrobiłam.Ukoronowaniem  problemów była choroba mojej córy, która miała śpiewać i mówić po japońsku...
Niestety została uziemiona w domu.

Za to ja dzięki temu  nauczyłam się śpiewania i gry tak aby oddać swoim ektarem biwę a głosem tradycyjny zaśpiew japoński. Na pewno jeszcze nie było idealnie, bo jakże można to ogarnąć w nieomal ostatniej chwili ale chyba się podobało, skoro widzowie pytali potem o następne spotkania. Cieszę się więc także, że zdołałam zrobić na to następne plakat, który zawisł zanim goście się rozeszli.
   Było mi bardzo miło widząc, to zainteresowanie. . . . . Zauważyłam też, że chyba systematycznie zwiększa się liczba osób p przychodzących na opowieści. Białystok zaczyna kochać bajanie :)  Niezmiernie to cieszy :)
Jak zwykle więcej zdjęć znajdziecie na stronie GAleonów BAśni a także tam też najświeższe spotkania i plany. Najszybciej informacje pojawiają się jednak TU

czwartek, 12 lutego 2015

Ferie z Galeonami Baśni

Dom Kultury Kalina. Ferie z Galeony Baśni. Tematem przewodnim spotkania była Baba Jaga.
Zabawy ruchowe, baśnie i na koniec budowa domku Baby Jagi, to atrakcje, które przygotowałam. Jak widać na zdjęciu, dzieciaki z chęcią rzuciły się do pracy.
  Zabawy ruchowe nieomal nie rozniosły budynku, tak spragnione ruchu było towarzystwo. Przyznam szczerze- ledwo nad tym żywiołem panowałam. Udawało się, ale już sobie myślałam, że opowiadanie baśni to ja im jednak daruję, bo nic z tego nie wyjdzie. Nie uciszą się i nie wysłuchają. Postanowiłam wyrzucić ten punkt programu. Jednak jak to bywa podczas organizowania warsztatów dla dzieci, kiedy trzeba reagować na bieżąco i dostosowywać elastycznie program, życie postanowiło inaczej. Podczas moich zajęć przypadała przerwa na drugie śniadanie. W pewnym momencie spostrzegłam, że część zjadła, a część jeszcze dopiero w połowie. Ci , którzy zjedli zaczęli się nudzić, biegać, przeszkadzać innym. Aby to jakoś opanować zaczęłam rytmicznie uderzać w bębenek, usiadłam i rozpoczęłam opowieść. Samą mnie zdziwiło to, jak się zasłuchali. Dołączali do mnie stopniowo w miarę narastania akcji, aż na koniec tylko dwie osoby na 30stkę, siedziały na krzesłach, niemniej tak samo zanurzone w baśni jak reszta. Gdy skończyłam, dzieci poprosiły o jeszcze jedną. Byłam kompletnie zaskoczona! Grupa, która przed chwilą szalała łażąc nieomal po ścianach, siedzi cichutko i wpatruje się we mnie 30stoma parami oczu, wygłodniałych baśni.
Niestety nasz czas dobiegał końca a przed nami była jeszcze budowa domku. Ten ostatni element warsztatów z Babą JAgą osłodził im brak kolejnych opowieści. Pożegnał mnie krzyk pełen zapały- Było WSPANIALE! Nie powiem, zrobiło mi się przyjemnie. :) A domek powstał- marzenie!

Więcej zdjęć i informacje o spotkaniach można znaleźć na stronie Galeonów Baśni  oraz na fanpagu

poniedziałek, 2 lutego 2015

opowieści i miejsca

            Pożegnanie z Afryką. Sklep i kawiarnia stworzone z miłości do kawy. Miejsce gdzie od października opowiadam. Miejsce, które mnie przygarnęło z radością i wita uśmiechem właścicielki pani Marty. Co ciekawe, jedyne miejsce w Białymstoku, które chce bajek. Pani Marta od razu zapaliła się do pomysłu. Dała mi  wiarę że to co robię, to czym chce się podzielić jest warte wysłuchania i stworzenia temu przestrzeni.
          Wczoraj kawiarnia obchodziła 20stolecie istnienia. Pracownicy i córa, oraz maż pani Marty zrobili jej  niespodziankę. Była retrospekcja, wspominki. Przyszli i pracownicy i przyjaciele kawiarni. Był tort ( przepyszny ) i życzenia. Byłam i ja z Neko, która odśpiewała piosenkę gratulacyjną po koreańsku ( popłakawszy się z emocji pierwszego występu ) i była baśń. Baśń o zbiegach okoliczności, które nas prowadzą do pięknego zakończenia , baśń o marzeniach, spełnieniach. I druga baśń o wzajemnej miłości dwojga ludzi. Ludzi, którzy się wspierają. I tak opowiadając, a wcześniej wybierając baśnie, pomyślałam sobie, że tego magicznego miejsca by nie było gdyby nie te dwie rzeczy: marzenia i wzajemna miłość państwa Gertnerów, której pięknym wyrazem jest kochająca córa. Której chciało się pomyśleć i zorganizować taką uroczystość.
Pomyślałam sobie też, już potem, wracając do domu po naprawdę MAGICZNYM wieczorze, że ciepło pani Marty, jej wiara w ludzi emanują na lokal i chyba też na okolicę. Na lokal, bo wszak to wspólnie z byłymi i obecnymi pracownikami została przygotowana taka uroczystość, bo tylu ludzi wraca tutaj i spontanicznie dzieją się tu niezwykłe rzeczy a to wpada ktoś z ciastem upieczonym specjalnie na jakieś spotkanie, od serca, a to, to i tylko to miejsce wybrał pewien chłopak by poprosić o rękę swoją wybrankę.
     To miejsce jakby na mnie czekało. Zderzyłam się z kawiarnią, na początku jej powstania. Pomyślałam wtedy: jak to fajnie, że komuś chciało się stworzyć takie przytulne wnętrze, dodam, że jedyne chyba wtedy w Białymstoku, w którym był zakaz palenia, co dla mnie było wielką zaletą, bo nie znoszę dymu. Nie korzystałam wtedy z kawiarni, bo nie lubię kawy, tylko jej aromat, ale zauważyłam i doceniłam. Potem, wiele lat później zaciągnęła mnie tam koleżanka i spędziłyśmy urocze popołudnie. Znów: nie wróciłam z tego samego powyższego powodu ale sam lokal wspominałam często. I nagle oto teraz opowiadam tu baśnie a pani Marta ma dla mnie w ofercie najprzeróżniejsze herbaty !
     Są miejsca magiczne, jest też nasz czas aby dojrzeć i dopiero dojrzałym znaleźć w takim miejscu gniazdo. Jednak nić losu od czasu do czasu przypomina o tym, że miejsce nas wzywa. I chociaż często rozumiemy to na końcu naszej drogi, to spoglądając wstecz nie sposób nie pomyśleć, że od początku było nam pisane. Mnie się teraz wydaje, że skoro Pożegnanie z Afryką to spełnienie marzeń pani Marty i ich kontynuacja, to ja mogłam dotrzeć tu dopiero wtedy, kiedy i moje marzenia skrystalizowały się na tyle, że chce je realizować i mam pewność, że to jest a dokładnie TO , zaś jeśli tak,  jest to dla mnie dobra wróżba i kolejne potwierdzenie, mojej drogi.
Dziękuję organizatorom i gościom za wczorajszy wieczór i raz jeszcze dziękuję Pani Marcie bez której wciąż w Białymstoku nie byłoby baśni.
    Tak sobie też myślę, że każdy ma takie magiczne miejsce do realizacji swoich marzeń, każdy ma drogę do przejścia, która da mu zadowolenie. Warto się rozejrzeć i dostrzec ten potencjał w przestrzeni i w sobie.