czwartek, 2 marca 2017

baśnie na urodziny- dobry pomysł?

Zacznę od tego, że dawno mnie tu nie było, ponad rok czasu.. Obiecuję w sumie sama sobie, bo ruch tu na blogu moim żaden, że to się zmieni. Podpięłam ten mój blog pod stronę Galeonów Baśni i teraz z zakładki na stronie można bezproblemowo wejść tu i się rozejrzeć.
Jakbyście nie znali strony to ona jest TU


Zdjęcie, które ilustruje ten wpis, to zdjęcie by Neko, mojej córy a zrobione jest w uroczej białostockiej kawiarence- "Mama Tata i Ja", gdzie od niedawna prowadzę regularne, comiesięczne spotkania z bajką. Jak widać są one zwykle pełne nie tylko słów baśniowych ale i ruchu, którego maluchy zawsze sporo potrzebują i który pozwala im lepiej przyswajać treści, sprawia, że nie przeciekają one jak przez sito ale zatrzymują się opierając niejako na emocjach towarzyszących opowieściom, zapisując się w doznaniach płynących z ciała, w tym ruchu, który potem wypłynie w pamięci i pobudzi wyobraźnię. Ale o tym moze kiedyś kolejny wpis, a tymczasem obiecałam w tytule, że zastanowimy się czy urządzić dzieciom bajarskie urodziny.

I jak wszędzie odpowiedź nie będzie prosta. Bowiem i tak i nie. A wszystko zależy od kilku czynników.
Pierwszym i najważniejszym jest poznanie swego dziecka. Czy lubi bajki? Czy chętnie słucha jak mu się czyta? Bawi się albo chociaż lubi teatr? Lubi sam wymyślać historyjki? Chciałby przyjść na baśniowy wieczorek?
To są ogromnie ważne pytania. Jeśli nie wiemy, nie jesteśmy pewni, nasze dziecko nigdy nie uczestniczyło w takich zajęciach albo co gorsza: dopiero chcemy je tym zainteresować, to nie jest to dobry pomysł. Oczywiście to wspaniale, że my, rodzice chcemy pokazać różne możliwości w życiu,  zachęcić do innej aktywności niż codzienna, albo dotychczasowa, podsunąć coś nowego. Jednak urodziny to nie pora na takie edukacyjne eksperymenty. Lepiej zaprowadźmy dziecko najpierw na jakiś wieczór z baśniami w naszej okolicy. Poszukajcie. Nas bajarzy nie jest dużo ale coraz więcej i w coraz to innych miastach opowiadamy. Zawsze można namówić bibliotekę aby taki wieczór czy poranek z bajką urządziła. Urodziny zdecydowanie odradzam w tej formie. Może bowiem być to strzał w dziesiątkę oczywiście ale może też być i porażka, bo dziecko odmówi współpracy.

Drugim czynnikiem o wcale niemałym znaczeniu jest miejsce. Zastanówmy się czy przestrzeń sprzyja opowieściom. Miejmy świadomość, że to zajęcia z nieco mniejszą ilością ruchu niż zwykłe urodzinowe, brak w nich pokazu sztukmistrza, są zabawy wplecione w treść historii. Dlatego warto zapewnić salę z możliwością siadania na podłodze, swobodnego poruszania się, częstych zmian pozycji z siedzącej i skupionej na ruchową. Talerze pełne ciast sprawiają, że co rusz, któreś dziecko biegnie i sięga po jedzenie, zanim biegną inne, pomyślcie jak tu opowiadać, kiedy dzieciaki tracą wątek?
Uwierzcie, że trudno jest ruszyć dzieci i zainteresować w nieodpowiedniej przestrzeni. Baśnie muszą mieć klimat. Oczywiście mam parę sposobów na aktywizację i na to aby sprawy potoczyły się w odpowiednim kierunku, ale odpowiednia przestrzeń dużo ułatwia.
Do tego warto oddzielić dzieci od rodziców, o ile ci ostatni mają chęć siedzieć i rozmawiać ze sobą. Gwar nie jest dobrym tłem  do słuchania bajek. A z tych wszystkich faktów wynika, że potrzebujemy dwu sal. Najczęściej. Poczęstunek w jednej a opowieści w drugiej.

Trzecim i ostatnim jest ilość dzieci.  W szkole, przedszkolu czy placówce kulturalnej spokojnie da się zaangażować duże grono dzieci. Są to miejsca, które odruchowo je nieco dyscyplinują, zwracają uwagę na prowadzącego. Jednak na urodzinach są z samego faktu urodzin, bardziej rozbrykane, rozkojarzone, biegają w te i wewte i popisują się przed sobą. Im ich więcej i bardziej różniące się  zainteresowaniami i temperamentem, tym trudniej zainteresować je opowieścią. Dlatego bajkowe urodziny polecam raczej do domowych obchodów w niezbyt licznym gronie.

I może strzelam sobie tym wpisem w kolano ale chcę zawsze zostawiać po sobie jak najwięcej zadowolenie i radości. Uwielbiam opowiadać baśnie i wciągać dzieciaki w fabułę, aktywizować je, sprawiać, że żywo uczestniczą , choćby odgrywając dźwięki kopyt jadących rycerzy, mówiąc zaklęcia, czy wcielając się czasem w postaci, albo wplatać w opowieść zabawy ruchowe. Jednak przeżyłam wpadkę urodzinową, o której napiszę następnym razem a która właśnie wywołała u mnie chęć pozbierania wniosków i pokazania ich Wam, opiekunom.