Warto czytać

W tym miejscu chcę dzielić się tym, co według mnie warto poczytać dzieciom a także sobie. Będzie tu też miejsce na dobrych, rozwijających wyobraźnię ilustratorów, zarówno tych dawniejszych, jak i zupełnie młodych. Jedyne kryterium to WARTO :)




Baśnie i legendy, to jedno z ciekawszych opracowań baśni dla dzieci. Piękne literacko, bez tak powszechnych dzisiaj błędów językowych czy przeoczeń korektorskich.
Piszę o tym, bowiem niestety obecnie wydaje się dużo pozycji z takimi właśnie wadami. Ta ich nie posiada, ale też nie jest wydana obecnie ;)  To książka z 1997 roku. Wybór: Elżbieta Brzoza, ukazała się nakładem Naszej Księgarni.
 Zawiera legendy znane i mniej znane. Zapoznaje też dzieci i nas , dorosłych z zanikającym już pięknym polskim słownictwem. Trudniejsze wyrazy oznaczone gwiazdką znajdują się od razu pod tekstem na tej samej stronie, na której się pojawiły i aby nie przytłoczyć czytelnika, zwykle jest to jedno słowo na stronie.
Nie oznacza to oczywiście, że na każdej stronie mamy nowe słowo i odnośnik z gwiazdką. Nie jest przeładowana językowymi nowościami. To świetnie, że w tekście nie zrezygnowano z trudniejszych, staropolskich słów a tylko je wyjaśniono. Nie dosyć, że dodają one klimatu baśniom, to poszerzają wiedzę o języku i słownictwo. Według mnie ma to ogromną wartość szczególnie, że z tej    roli zrezygnowało wiele pozycji, starając się dostosować słownictwo do wieku czytelnika. I chociaż ta idea wydaje się właściwa to doprowadzona do przesady, a tak się stało w większości książek dla dzieci, sprawia, że dzieciaki stoją w miejscu! Bo skąd jak nie z książek mają się dowiadywać, że zamki miały krenelaże, że wieża to także baszta, i że barć to ul dzikich pszczół w pniu drzewa itp.?   Z modnych obecnie książeczek edukacyjnych, gdzie wszystko tłumaczy się łopatologicznie?
Mnie się to niepodobna. Wolę tłumaczenie poprzez sytuację, opowieść. Podczas takiego tłumaczenia, nietłumaczenia, dziecko nie tylko głębiej i lepiej przyswaja słowo, ale też dużo lepiej potem posługuje się kontekstami , łatwiej wpada na synonimy, lepiej kojarzy. Dlatego, że zna nie tylko samo słowo ale jego umiejscowienie w różnych historiach, w różnym kontekście zdarzeń.
W tym zbiorze opowieści jest tak jak ja lubię. Baśń snuje się niespiesznie, zaskakuje, podaje nowe wyrazy wplatając je w siebie. Tylko te najtrudniejsze są wyjaśnione ale i nie stroni się od nich.
Bardzo polecam.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    


KRAINA STO PIĄTEJ TAJEMNICY


Zbigniew Żakiewicz i Józef Wilkoń, duet, który jak mało który pobudza wyobraźnię i kreatywne myślenie. Niby co takiego może się zdarzyć na spacerze z tatą? A jednak, niewielka deszczowa kałuża,  okazuje się być pułapką. Deszczowymi drzwiami, okienkiem do świata, gdzie dół jest górą, prawo to lewo a czasami, choć nie zawsze tył to przód. Cień zdobywa osobowość i trzeba go przechytrzyć, zwierzęta zjadają kolory i z czarnego kruka nagle mamy białego. rzadkie to zwierzę co prawda, ale naszemu bohaterowi to pocieszenie do gustu nie przypada, tak jak i Asi, której błękitna sukienka także zrobiła się biała. Krainę zamieszkują nie tylko dziwne stworzenia ale i rosną w niej dziwne rośliny. Rodzina na spacerze poznaje świat, w którym zwykłe prawa przyrody działają inaczej. Trzeba się wykazać sprytem, czasem samodzielności nauczyć aby się odnaleźć, razem pogłówkować jak wrócić z powrotem, do przecież wciąż czekającej z obiadem mamy.
       Dla mojej rodziny to książka do dzisiaj kochana i wspominana z czułością. Maskotki dostawały nazwy prosto z niej, były kochane do ostatniego strzępka tkaniny, z której były zrobione. Bo pachniały cudowną przygodą.
      Wilkoń mistrzowsko ilustruje to co pojawia się podczas czytania. Osobiście uwielbiam tego ilustratora, choć usłyszałam kiedyś opinię  jednej z mam, że to straszne rysunki i dzieci mogą się ich bać. Może dzieci wychowane na ilustracjach typu dysneyowskiego, popularnych swego czasu w nieomal wszystkich publikacjach lat  90siątych. Kiedy to książkę z dobra ilustracją ciężko było dostać a ja cieszyłam się ze swoich zapasów dzieciństwa. Tak, jak do dziś cieszą się z tego moje, dorosłe już dzieci. Tak sobie tez myślę, że to smutne, jeśli dziecko boi się ilustracji tego artysty. Artysty czerpiącego wprost ze świata fantazji, który ten świat oswoił i mam wrażenie, że odwiedza go regularnie. Dzięki zaś jego odwiedzinom, dzieci oswajają swoja wyobraźnię i uczą się z niej czerpać do woli, dzięki połączeniu takich ilustracji z takim słowem jak pana Żakiewicza uczą się bez lęku spacerować krainami własnego wnętrza, poznawać je a tym samym poznają siebie. Dzięki temu wyrastają na ludzi odważnych i umiejących podążyć za własną wizją. tego bowiem uczą takie książki jak ta. Moim dzieciom się to udało. Z radością obserwuję, jak rosną im skrzydła. Jak ze smakiem zjadając korzonki Tiań szań, staczają się odważnie i wesoło z górki w dolinę, nie panikując, że się w niej znalazły, tylko... szukając wyjścia z sytuacji.
Czytajmy dzieciom Krainę sto piąte tajemnicy. Czytajmy dzieciom książki z ilustracjami Wilkonia :) 


OMIJAJCIE WYSPĘ HULA

Autorka - Marta Tomaszewska a ilustrator- Gabriel Rechowicz.

Fantastyczny duet, pobudzający wyobraźnię i sprawiający, że słowo zapisuje się w umyśle w dwójnasób poprzez ilustracje.
Książeczka stara acz doczekała się wznowienia, choć niektóre wydawnictwa zainwestowały w innego ilustratora (Anna Pawęzowska). Jednak według mnie spółka Tomaszewskiej i Rechowicza jest bardziej fascynująca i mająca więcej wspólnych mianowników.  Bardziej też rozbudzająca wyobraźnię, choć przyznam, że rysunki Anny Pawęzowskiej też są ładne, choć według mnie nadają się do innego rodzaju historii.
O czym jest nasza książka i czemu tak warto ją przeczytać razem z dzieckiem najlepiej? To historia o zmianie. Zmianie dziecka w podlotka. O rodzeniu się innych wartości, szerszych perspektyw. Nieprzypadkowo zaczyna się na podwórku, który jest całym światem bohaterki dopóty, dopóki nie przyjdzie jej wywędrować. Za bramą spotyka Pana ze spiczastą Głową i nic już nie będzie takie samo. Stanie naprzeciw swoich wad i dorosłych problemów i dylematów.. czegoś się nauczy. Wróci na podwórko mądrzejsza. Emocje, przygody, mądrość podana w niebanalny i nienachalny sposób pozawalają dziecku wchłonąć wartości trwale a jednocześnie niezauważenie, co daje zawsze najlepsze efekty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz