Głos w opowieści- co wpływa na uwagę słuchaczy?


Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu”



GŁOS W OPOWIEŚCI – co wpływa na uwagę słuchaczy?

W poprzednim artykule- TUTAJ zajmowaliśmy się postawą ciała. Czas na wydobycie głosu, bez którego nie ma narracji opowieści, chyba, że jesteśmy mimem ale zakładam, że jednak chcecie zwerbalizować swoje wystąpienie.

Tym na co powinniśmy zwrócić uwagę na początku to głośność.


Nie możemy mówić zbyt cicho ale też nie powinniśmy brzmieć za głośno. Oczywiście zależy to w dużej mierze od tekstu, bo może się zdarzyć, że trzeba będzie krzyknąć ale teraz chodzi mi o dominujący poziom głośności dostosowany do pomieszczenia.

 Jeśli mówimy zbyt cicho i co często się z tym wiąże, niepewnie, słuchacze będą podejrzewali że jesteśmy zdenerwowani i nieprzygotowani a na dodatek mogą nas słabo słyszeć, co sprawi, że szybko znudzą się przekazem. Wysiłek włożony w nasłuchiwanie i próby interpretacji  niedosłyszanych fragmentów jest na tyle duży, że szybko męczy. Zmęczony słuchacz zaczyna się dekoncentrować, jego uwaga się rozprasza i ulatuje ku czemu innemu. A tego nie chcemy.


Często nie zdajemy sobie sprawy, że mówimy zbyt cicho, gdyż nie jesteśmy w stanie słyszeć sami siebie z zewnątrz. Słyszymy własny głos z dwu źródeł: poprzez uszy, jak inni nasi słuchacze ale też od wewnątrz poprzez wibracje naszego ciała. Te fale głosu zewnętrzna i wewnętrzna nakładają się  wzmacniając wzajemnie i możemy mieć wrażenie, że mówimy głośno, podczas kiedy ledwo nas tak naprawdę słychać.
Wiemy też co chcemy powiedzieć. Wiedza ta dopowiada nam fragmenty zbyt cichych słów. Znamy  je, więc sami uzupełniamy w umyśle, na bieżąco tekst wypowiadany i w ten sposób rekompensujemy brak głośności.
Problem w tym, że nasi słuchacze tej wiedzy nie posiadają i muszą się mocno koncentrować by zgadywać słabo słyszalne  słowa.

 Mechanizmy te są mało znane, przez co ich nie korygujemy, zwłaszcza, że często od bliskich nie dostajemy informacji zwrotnej, gdy mówimy zbyt cicho a dzieje się tak z kilku powodów.

O jednym pisałam TUTAJ – to czytanie z ruchu warg, które uzupełnia połknięte przez mówcę głoski. Szerzej, odsyłam do podanego linku.
Drugim powodem jest ten, że bliscy nas znają. Rozmawiamy z nimi zwykle o sprawach znanych w naszym gronie a to sprawia, że łatwo się domyślić wypowiadanych treści i słuchacze wtedy nawet nie zdają sobie sprawy, że uzupełniają sobie naszą wypowiedź we własnych mózgach.
Dlatego bliscy nie są dobrymi osobami, na których możemy ćwiczyć.

Z kolei jeśli mówimy zbyt głośno, zbyt szybko i gwałtownie, słuchacze będą podejrzewali nas o niecierpliwość. O to, że chcemy jak najszybciej skończyć i uciec, co może sprawiać wrażenie lekceważenia publiczności ale także lęku i niepewności.  Dlatego, zwracaj uwagę na:  siłę głosu, tak abyś był dobrze słyszany ale nie za głośny. 

To pierwszy element z zestawu pracy z głosem.

Nie jest on najłatwiejszy. Może nawet najtrudniejszy a w każdym razie jeden z trudniejszych. Niełatwo też bowiem go ćwiczyć, bo trzeba mieć jakiś punkt odniesienia. Jak poprzednio, przy postawie ciała mieliśmy lustro oraz, jak ktoś w komentarzu słusznie zauważył - nagranie filmowe. Tak tutaj pomoże nam nagranie samego głosu.

Wyłapiemy bowiem czy nie jesteśmy zbyt cicho lub zbyt głośno a także czy nie zjadamy końcówek słów, co jest jednym z częstych błędów mowy potocznej. 

 


 A także czy nie pojawiają się w naszej wypowiedzi niepotrzebne dźwięki. Częste Yyyyyy.., Eeeee.. itp.

Wbrew pozorom są one według mnie łatwe do wyeliminowania, o ile tylko zdamy sobie sprawę skąd pochodzą. A pochodzą z dwu źródeł:  z niepewności co mamy dalej powiedzieć albo z unikania ciszy.
Niepewność co chcemy powiedzieć eliminujemy dokładnym przygotowaniem się. Jak to robimy by nie uczyć się tekstu na pamięć o tym innym razem. Jednak jeśli posiadamy wiedzę i dobrze przemyślimy temat to raczej nie powinniśmy mieć problemów.

Z kolei unikanie ciszy nie jest słuszne o czym będzie pod koniec tego artykułu.
Nagrywanie swego głosu, bardzo nam w eliminacji tej niefajnej maniery niepotrzebnych, dodatkowych dźwięków, pomoże.

 Na początku lepiej mówić nieco za głośno niż za cicho. Moje doświadczenie bowiem pokazuje, że nasza ocena- zbyt głośno, rzadko pokrywa się z prawdą. Z reguły mamy tendencje do cichego mówienia i kiedy odrobinę podnosimy głos, wydaje się nam, że już krzyczymy.

Przy wystąpieniu na forum publicznym warto poprosić ludzi aby nam powiedzieli czy nas dobrze i wyraźnie słyszą. Ja nazywam to próbą mikrofonu i zdarzyło mi się pewnego razu, że organizator zdumiony odezwał się zwracając uwagę, że przecież nie mamy tu mikrofonu. Takie zabawne sytuacje nie powinny jednak nas zniechęcać do zorientowania się jak głos rozchodzi się w danej przestrzeni. Każde bowiem pomieszczenie jest pod tym względem inne. Jedne pięknie niosą głos, przez co nie musimy wkładać wiele wysiłku w jego podnoszenie, inne tłumią i dotrzeć z głosem do ostatnich rzędów bywa trudno. Warto pamiętać, że nie ma to związku z wielkością sali.

Kiedy już opanujemy, przynajmniej jako tako- bo przecież nie musicie na początek od razu być w tym mistrzami. Pamiętajcie, że mistrzostwo zdobywa się tylko poprzez działanie w rzeczywistych a nie laboratoryjnych warunkach i mnie też nie zawsze do dziś wszystko wszędzie wychodzi idealnie, powinniśmy przejść do modulacji.

MODULACJA GŁOSU

Na początek odpowiednie ściszanie i pogłaśnianie. Nauczyć się mówić szeptem tak zwanym scenicznym to jest wyzwanie ale przecież nie z takimi wyzwaniami człowiek sobie radzi.  
W naszej historii wybieramy momenty, kiedy podniesiemy głos i kiedy go ściszymy, pamiętając oczywiście by ciągle być słyszanym.
Co wykrzykujemy?
Emocje, choć nie wszystkie, bo np. wzruszenie do nich raczej nie należy ale myślę, że jesteście w stanie to wyodrębnić. Okrzyki strachu, bitewne, bólu itp. Nawoływania bohaterów.
Co kieruje nas ku ściszeniu głosu?
Także niektóre emocje, jak wspomniane wyżej wzruszenie, ale i smutek , chyba, że będzie to akurat głośna rozpacz. ;)
Ściszamy głos także wtedy, kiedy podajemy jakąś tajemnicę, albo jej zapowiedź. Chcemy podprowadzić słuchacza, że za chwilę coś się wydarzy nieoczekiwanego.

JAK JESZCZE MOŻEMY MODULOWAĆ GŁOS?

Możemy nadać postaciom głosy. Trudno jest wymyślić sposób mówienia wszystkim bohaterom ale można spróbować rozróżnić głosy męskie i kobiece.

Niewielką trudność sprawi nam wprowadzenie odgłosów zwierząt. Warczenie, szczekanie, miauczenie, meczenie, gdakanie itp. A jak wiele wniesie do ciekawego zaprezentowania treści!
Często się przed tym bronimy, bo wydaje się nam, że to wygłupy i dorosłemu nie wypada a co dopiero nauczycielowi, jeśli akurat nim jesteśmy i snujemy swoje historie przekazując dzieciakom wiedzę. Dlatego czytamy takie fragmenty monotonnie z taką samą głośnością i  tempem jak resztę historii, podczas kiedy nie ma nic bardziej pobudzającego od  takich onomatopei. Pozwólmy rozhulać się naszemu głosowi i oddać te dźwięki jak najlepiej umiemy. To naprawdę nie umniejszy naszego autorytetu a może nawet go wzmocnić.

Kolejnym elementem jest tempo naszej mowy. Możemy mówić tempem normalnym i ono będzie zawsze dominować podczas przedstawiania historii, ale możemy zwalniać i przyspieszać a jak bardzo na skali pójdziemy w jedną lub drugą stronę zależy od tego co chcemy przekazać. Albo od bohatera, któremu nadaliśmy lub opowieść nadaje, powolny charakter- np. żółw na pewno nie będzie mówił szybko, prawda? Tempo głosu może wiec nam zróżnicować charaktery bohaterów.

Możemy dzielić sowa na sylaby. Tak w tradycyjnej narracji mówią roboty i od razu wtedy wiemy, że mamy z takim właśnie do czynienia. 
Współczesne roboty co prawda mają płynną mowę i jeśli taką uwagą zareagują nam wszystko obecnie wiedzące dzieciaki, nie wpadajcie w panikę. To może być wspaniały zaczyn ciekawej dyskusji. Oczywiście już po naszym wystąpieniu, co delikatnie możemy zasugerować.

Fantastyczną książką do ćwiczenia tych elementów jest „Niełatwo być psem” autorstwa Elżbiety Burakowskiej. Znajdziemy tam wszelkie potrzebne tempa, od bardzo wolnego do bardzo szybkiego, byle tylko wyrobić się z dykcją, co wcale nie takie łatwe. 

Możesz wysłuchać tu trzech nagranych przeze mnie przykładowych szybkości głosu na podstawie zdań z tej książki. Zajmie to zaledwie 38 sekund.

 




Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Moment milczenia. Cisza, pauza. Oj nie lubimy jej zwykle. Boimy się, że słuchacze jej nie chcą, że kiedy milczymy jest nudno, że dajemy wrażenie o niedoskonałym opanowaniu tekstu a nic to bardziej mylnego. Ten moment zamilknięcia, kiedy nie pada żadne słowo to moment najwyższego skupienia uwagi. Słuchacz wstrzymuje oddech aby nie przegapić początku kolejnego zdania. Kłębią się w nim emocje, które wyryją w tym właśnie momencie ścieżkę w jego sercu co sprawi, że historia zapadnie głęboko w duszę  i zostanie zapamiętana na długi czas.

Warto szczególnie tu powtarzać sobie, że czas inaczej płynie dla opowiadającego a inaczej dla słuchacza. Na naszą korzyść. To co opowiadającemu jawi się jako minutowe milczenie, zwykle jest kilkusekundowym. Działamy bowiem na lekkiej adrenalinie, która wyostrza zmysły abyśmy jak najlepiej podołali zadaniu ale jednocześnie spowalnia czas. Kiedyś może napiszę o tym elemencie więcej, bo mam ciekawą własną historię z tym związaną ale póki co czas kończyć ten artykuł, bo wyszedł dłuższy chyba od spaghetti.

 

Dotarłeś tu czytelniku? Brawo!
Spodobało Ci się? A może znasz kogoś komu te treści się przydadzą? Śmiało podawaj dalej a ja wdzięczna będę ogromnie i z tym większą radością stworzę kolejny tekst. 


Polub Galeony Baśni na FB by być na bieżąco z wydarzeniami.

A jeśli chcesz więcej ciekawych treści za to nieco krótszych treści, zajrzyj na mój Instagram


Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu”


 



Komentarze

  1. Jak zwykle bardzo ciekawy wpis. Ja ze swojej obserwacji dodam, że możemy nie być świadomi siły i intonacji swojego głosu. Mnie się wydaje, że mówię cicho i względnie spokojnie ale bliscy znajomi wielokrotnie wspominali że mam głośny i donośny przekaz słowny przez co niektórym zdaje się że na nich krzyczę ;)
    Co do żółwia zaś - dlaczego zakładać, że każdy żółw wysławia się w żółwim tempie? A może bywają żółwie szybko mówiące? 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasami żółwie śmigają jak odrzutowce :)
      Znam osobę, która ma podobnie do Ciebie jeśli chodzi o głos ale myślę, że to są rzadsze przypadki i według mnie lepiej w tę stronę :)
      Dziękuję też za kolejne miłe słowa o moim pisaniu <3

      Usuń
  2. Ostatnio zauważyłam, że nie rozumiem osób mówiących do mnie
    przez maskę na twarzy. I teraz wiem dlaczego, nie widzę ich ust,
    więc część słów, które kiedyś odczytywałam z twarzy, mi ucieka.
    Ciekawe te Twoje artykuły o sposobach opowiadania i w ogóle
    mówienia do innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za to spostrzeżenie i miłe słowa o moich artykułach. <3 dzięki temu mam większą motywację by tworzyć.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty