poniedziałek, 18 grudnia 2017

Moi Drodzy, a dzisiaj taka nowinka z mego wyjazdu jesiennego do Gdańska, pomyślałam, że się tym podzielę.

Otóż jak się jest świrem w temacie opowiadania, czyli zapalonym bajarzem jak ja, to się opowiada czasem przygodnym ludziom na przykład na promie w Gdańsku
Tak dawno nie pływałam, (bo pewnie mało kto wie, że jestem żeglarzem ale od kiedy opowiadam niewiele mam czasu na rejsy),  że chociaż promem przez Motławę postanowiłam się przewieźć podczas mego pobytu z opowieściami w Gdańsku i okolicach,  a w trakcie.. Opowiedziałam pasażerom bajkę! No bo jakże by inaczej?
Dowiedzieli się dlaczego woda w morzu jest słona. A Wy wiecie?

poniedziałek, 30 października 2017

Siła opowieści



„ W dzisiejszych czasach, kiedy już po wsiach nie krążą bajarze i nie opowiadają…” Tak kończy swój wstęp do baśni ( „Baśnie i legendy polskie”) Marta Ziółkowska Sobecka. Zobaczcie, autorka tekstu jeszcze tego nie wie, nie przeczuwa a przecież już wtedy a jest to rok 1997, gdzieś powolutku rodzi się „Studnia O” a z niej płyną echa opowieści, sączą się przez cembrowinę, parują i unoszą w niebo by spaść deszczem na ludzi, by zmokli ale poczuli radość z tego przesiąknięcia. A wtedy oni poczuwszy chęć podzielenia się tym doświadczeniem – zaczęli opowiadać.  I tak odrodziła się sztuka opowieści w dawnej formie. I tak krążą dzisiaj bajarze lubiący nazywać się teraz Opowiadaczami, po całej Polsce by jako drzewiej bywało- zbierać ludzi w kawiarniach, bibliotekach, na placach i opowiadać. A ludzie, pomimo wszechobecnego podobno wślepiania się w ekrany telewizorów i komputerów, wychowani w tzw. kulturze obrazkowej, w kulcie szybkiej akcji, przychodzą i słuchają. Słuchają w skupieniu, dają się ponieść niespiesznym słowom i oszczędnym gestom. Jakby przeczyli opinii badaczy. Jak to możliwe? Dlaczego tak się dzieje, zapyta niejeden.
Ano dlatego, że „baśnie są ludziom potrzebne” – pisze dalej w owym wstępie autorka „ Człowiekowi nie wystarczy to, co widzi i czego doznaje na co dzień. Zawsze pragnął dowiedzieć się, jak jest tam, gdzie jego wzrok nie sięga, za górą, za lasem” a może też za zasłoną świata rzeczywistego? Może za tym powietrzem, za błękitem niebios? „Każdemu zawsze potrzebne były, i są, marzenia o świecie innym, piękniejszym, sprawiedliwszym… . Baśnie więc zrodziły się z marzeń, z chęci doskonalenia świata”  I chociaż przez lata zostały zredukowane do niepoważnych powiastek i filmów dla dzieci, są potrzebne także dorosłym i one same o tym wiedzą i wiedziały zawsze. Tylko my dorośli nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy.  Zamknięte na kartach książek dla dzieci, baśnie czekały. I wydawało by się, że znikną, przestaną żyć, bo nawet najmłodsi nie chcieli już ich słuchać. A wtedy nieoczekiwanie jak Rusałka, która złożyła ręce i skoczyła w toń jeziora, baśń skoczyła w osłonę rzeczywistości, przebiła ją i wytrysnęła fontanną. Kroplami zrosiła literaturę dorosłych. Skradła im serca, stała się studnią, z której zaczęli czerpać pełnymi garściami pisarze a potem ich czytelnicy. To wciąż było za mało. Zaczęły powstawać filmy ale.. chociaż powstało kilka przepięknych według mnie filmów, to magia baśni filmowi się wciąż wymyka. Film  chociaż dzisiaj ma ogromne możliwości, nigdy nie zastąpi czaru opowieści na żywo. Czaru słowa i gestu, bowiem tylko tam ona, opowieść może snuć się poprzez każdego człowieka inaczej, może snuć się w nim wielopłaszczyznowo. Może szeptać w tylko jemu znanym języku, kotwiczyć w jego doświadczeniach i tworzyć siebie, inną, za każdym razem nową.. Dlatego właśnie Opowieść znalazła sobie ludzi.  To ona ich złapała, to ona nimi zawładnęła i kazała stanąć na drodze, iść od wsi do wsi, od miasta do miasta, od przedszkola do szkoły, od kawiarni do placu. A wszędzie znajduje chętnych , którzy chcą ją przytulić, wysłuchać, przygarnąć. Wszędzie znajduje chętnych by ją dalej nieść.
Czasem ludzie dotychczas niewierzący w siebie odkrywają ku swemu zaskoczeniu, że mają siłę i potrzebę wyjść przed tłum i.. Opowiadać.  Ona ratuje im dusze, oni ratują i radują dusze kolejnych osób.
Bowiem baśń to niezniszczalne pragnienie ludzkiego serca. Dziś znowu wolna przemierza na barkach Opowiadaczy świat. Bawi i uczy, wzmacnia wiarę, że dojść możesz gdzie tylko chcesz jeśli odważnie stawisz czoło rzeczywistości.

wtorek, 27 czerwca 2017

Noc Świętojańska ponownie zwabiła nas do Augustowa. Miejski Dom Kultury postanowił uczynić z nas jedną z atrakcji Nocy Świętojańskiej nad Nettą. Pogoda do ostatniej nieomal chwili trzymała organizatorów w niepewności. Padało, było szaro, jednak im bliżej godziny imprezy, tym robiło się pogodniej a efekt finałowy widzicie na zdjęciu. Piękne słońce a potem, piękna ,gwiaździsta noc.
      Przyznam, że trochę obawiałam się tego bajania, równolegle do koncertu, wspaniałej wszak Miss Gold. Czy ktokolwiek przedłoży baśnie nad jej śpiew? I czy nie zagłuszy nas to co dziać się miało na głównej scenie, bowiem Błonia , gdzie odbywała się Noc Świętojańska, nie są duże. Zwykle opowiadamy bez nagłośnienia, bo baśnie lubią kameralność a ja i Radomir uwielbiamy ruch zaś mikrofony trochę nam tę swobodę wyrażania myśli ciałem udaremniają.
       Organizatorzy jednak stanęli na wysokości zadania. Postawili nam namiot , którego ścianki nieco osłoniły od dźwięków sceny głównej i dali nagłośnienie. Przyznam, że w drugiej części jednak z niego skorzystaliśmy.
       Pozytywnie zaskoczyła nas publiczność, która wytrwale przez dwie godziny (!) nam towarzyszyła. I nie tylko dzieci ale i dorośli a nawet chwilami dołączała młodzież. Coś wspaniałego!
       Moja dekoracja naszego kącika także się sprawdziła, a to cieszy niezwykle, bo jest lekka w przewożeniu,  przy naszym trybie poruszania się krajowymi środkami transportu ma to duże znaczenie.
Czyli mogę powiedzieć, że wszystko udało się znakomicie i jestem wdzięczna za zaproszenie nas na tę piękną imprezę.

foto by Monika Rowińska

Szkolne zmagania

Na pczątku czerwca Galeony Baśni miały wielką przyjemność uczestniczyć w projekcie bibliotekarzy Augustowa. Z okazji tygodnia czytania, oraz niedawnych urodzin miasta, opowiadaliśmy dzieciom z augustowskich szkół legendy o mieście i okolicy.
Odbyło się aż pięć spotkań podczas, których mogliśmy przybliżyć dzieciakom te piękne opowieści. Spotkaliśmy się z żywym odbiorem, dzieci chętnie uczestniczyły w zabawach podczas baśni i wspaniale słuchały.
Ciepłę przyjęcie przez grono bibliotekarzy umilało nam dodatkowo te chwile. Baśnie całkiem dobrze czują się w szkole, nie tylko w przedszkolu.

środa, 31 maja 2017

Wieczór baśniowy- niebanalny prezent dla dorosłych



        
Czy próbowaliście zaprosić bajarza na urodziny dorosłej osoby?
Może to być nietypowy prezent dla kogoś, kto ma prawie wszystko i nie wiadomo co tym razem mu wymyślić. Albo może to być ciekawe urozmaicenie wieczoru, gratka od gospodarza dla gości.
Miałam przyjemność prowadzić takie urodziny. 
Baśnie dla dorosłych są w dużym wyborze tematycznym. Od wesołych, trunkowych, czy o seksie, po nostalgicznie filozoficzne lub horrory, dobre dla osób poszukujących mocnych wrażeń.
Moja jubilatka wybrała temat odważny. Ustaliłyśmy, że zacznę ostrożnie, od opowieści z pogranicza i potem w zależności od odbioru i śmiałości gości będziemy działać albo odważniej albo trzymać się lżejszych wersji.
Goście podkręcili atmosferę i było naprawdę gorąco! Odważnie i wesoło!
    Musiało się podobać, bo dostałam ponowne zaproszenie od tej samej osoby. Tym razem miało być to spotkanie z dziećmi w przedszkolu, o czym napisze innym razem.
 Gospodyni urodzin zaufała mi dwukrotnie. Czuję dumę z tego powodu. 
Urodziny z opowieścią to wciąż nowość, wciąż zagadka jak to rozegrać aby wszystkim gościom i solenizantowi się podobało. Jednak, choć stres był duży to wspominam tę przygodę bardzo miło i wierzę, że dla obecnych na wieczorze był to czas warty zapisania w szufladkach pamięci.

czwartek, 2 marca 2017

baśnie na urodziny- dobry pomysł?

Zacznę od tego, że dawno mnie tu nie było, ponad rok czasu.. Obiecuję w sumie sama sobie, bo ruch tu na blogu moim żaden, że to się zmieni. Podpięłam ten mój blog pod stronę Galeonów Baśni i teraz z zakładki na stronie można bezproblemowo wejść tu i się rozejrzeć.
Jakbyście nie znali strony to ona jest TU


Zdjęcie, które ilustruje ten wpis, to zdjęcie by Neko, mojej córy a zrobione jest w uroczej białostockiej kawiarence- "Mama Tata i Ja", gdzie od niedawna prowadzę regularne, comiesięczne spotkania z bajką. Jak widać są one zwykle pełne nie tylko słów baśniowych ale i ruchu, którego maluchy zawsze sporo potrzebują i który pozwala im lepiej przyswajać treści, sprawia, że nie przeciekają one jak przez sito ale zatrzymują się opierając niejako na emocjach towarzyszących opowieściom, zapisując się w doznaniach płynących z ciała, w tym ruchu, który potem wypłynie w pamięci i pobudzi wyobraźnię. Ale o tym moze kiedyś kolejny wpis, a tymczasem obiecałam w tytule, że zastanowimy się czy urządzić dzieciom bajarskie urodziny.

I jak wszędzie odpowiedź nie będzie prosta. Bowiem i tak i nie. A wszystko zależy od kilku czynników.
Pierwszym i najważniejszym jest poznanie swego dziecka. Czy lubi bajki? Czy chętnie słucha jak mu się czyta? Bawi się albo chociaż lubi teatr? Lubi sam wymyślać historyjki? Chciałby przyjść na baśniowy wieczorek?
To są ogromnie ważne pytania. Jeśli nie wiemy, nie jesteśmy pewni, nasze dziecko nigdy nie uczestniczyło w takich zajęciach albo co gorsza: dopiero chcemy je tym zainteresować, to nie jest to dobry pomysł. Oczywiście to wspaniale, że my, rodzice chcemy pokazać różne możliwości w życiu,  zachęcić do innej aktywności niż codzienna, albo dotychczasowa, podsunąć coś nowego. Jednak urodziny to nie pora na takie edukacyjne eksperymenty. Lepiej zaprowadźmy dziecko najpierw na jakiś wieczór z baśniami w naszej okolicy. Poszukajcie. Nas bajarzy nie jest dużo ale coraz więcej i w coraz to innych miastach opowiadamy. Zawsze można namówić bibliotekę aby taki wieczór czy poranek z bajką urządziła. Urodziny zdecydowanie odradzam w tej formie. Może bowiem być to strzał w dziesiątkę oczywiście ale może też być i porażka, bo dziecko odmówi współpracy.

Drugim czynnikiem o wcale niemałym znaczeniu jest miejsce. Zastanówmy się czy przestrzeń sprzyja opowieściom. Miejmy świadomość, że to zajęcia z nieco mniejszą ilością ruchu niż zwykłe urodzinowe, brak w nich pokazu sztukmistrza, są zabawy wplecione w treść historii. Dlatego warto zapewnić salę z możliwością siadania na podłodze, swobodnego poruszania się, częstych zmian pozycji z siedzącej i skupionej na ruchową. Talerze pełne ciast sprawiają, że co rusz, któreś dziecko biegnie i sięga po jedzenie, zanim biegną inne, pomyślcie jak tu opowiadać, kiedy dzieciaki tracą wątek?
Uwierzcie, że trudno jest ruszyć dzieci i zainteresować w nieodpowiedniej przestrzeni. Baśnie muszą mieć klimat. Oczywiście mam parę sposobów na aktywizację i na to aby sprawy potoczyły się w odpowiednim kierunku, ale odpowiednia przestrzeń dużo ułatwia.
Do tego warto oddzielić dzieci od rodziców, o ile ci ostatni mają chęć siedzieć i rozmawiać ze sobą. Gwar nie jest dobrym tłem  do słuchania bajek. A z tych wszystkich faktów wynika, że potrzebujemy dwu sal. Najczęściej. Poczęstunek w jednej a opowieści w drugiej.

Trzecim i ostatnim jest ilość dzieci.  W szkole, przedszkolu czy placówce kulturalnej spokojnie da się zaangażować duże grono dzieci. Są to miejsca, które odruchowo je nieco dyscyplinują, zwracają uwagę na prowadzącego. Jednak na urodzinach są z samego faktu urodzin, bardziej rozbrykane, rozkojarzone, biegają w te i wewte i popisują się przed sobą. Im ich więcej i bardziej różniące się  zainteresowaniami i temperamentem, tym trudniej zainteresować je opowieścią. Dlatego bajkowe urodziny polecam raczej do domowych obchodów w niezbyt licznym gronie.

I może strzelam sobie tym wpisem w kolano ale chcę zawsze zostawiać po sobie jak najwięcej zadowolenie i radości. Uwielbiam opowiadać baśnie i wciągać dzieciaki w fabułę, aktywizować je, sprawiać, że żywo uczestniczą , choćby odgrywając dźwięki kopyt jadących rycerzy, mówiąc zaklęcia, czy wcielając się czasem w postaci, albo wplatać w opowieść zabawy ruchowe. Jednak przeżyłam wpadkę urodzinową, o której napiszę następnym razem a która właśnie wywołała u mnie chęć pozbierania wniosków i pokazania ich Wam, opiekunom.

niedziela, 24 stycznia 2016

Szkolne zmagania z opowieścią

Szkoła podstawowa. Ostatni dzień przed feriami i spotkanie z baśnią. Pierwsze takie w tej placówce. Tym razem, nie licząc moich warsztato- konwersatoriów w Rybniku w LO, miałam najwięcej osób na sali. Może i dobrze, że o faktycznej ilości dzieci dowiedziałam się po baśniach :) Było ich bowiem aż sześćdziesięcioro! Nie wiem czy nie sparaliżowałaby mnie trema. Na szczęście nie wiedziałam i opowieści potoczyły się gładko.
Bardzo lubię patrzeć w te cudownie zasłuchane buzie, słuchać mimowolnych okrzyków- Ojej! Ach! Myślałem, że coś jej się stanie! Lubię jak dzieci dzielą się ze mną swoją wiedzą, lubię jak zgadują albo spontanicznie, samoistnie dołączają się do rymowanek i odgłosów np tętentu, które mogą naśladować. Wtedy wiem, że przezywają, słuchają, cieszą się.
Trochę mnie tylko peszą uwagi nauczycielek, które za wszelką cenę usiłują dzieci uspokoić. Tym razem tez początkowo było: "Damian" ciszej, "Aneta", nie gadaj już tylko słuchaj! A tymczasem "Aneta" chciała się ze mną podzielić ważną i dla niej ale i dla mnie rzeczą. Po uwadze Pani zamilkła i z trudem udało mi się ją otworzyć.
Ja wiem, doceniam wysiłki nauczycieli, którzy chcą aby dzieci godnie ich przede mną reprezentowały. Oni nie wiedzą, że ja potrafię zapanować nad grupą. Może to jest zarozumiałe z mojej strony, ale choć często mam tremę przed występem, i przed dziećmi i przed dorosłymi, to do tej pory nie zdarzyło mi się abym nie opanowała każdej grupy, którą dostaje pod swoje skrzydła.

Tylko.. jak mam to powiedzieć nauczycielom, aby się nie obrazili, aby im nie było przykro. Wciąż nad tym myślę. Gdyby ktoś kto zagląda tutaj ( jeśli ktoś w ogóle zagląda ) miał jakiś pomysł odnośnie, niechaj się ze mną podzieli.

A poza tym.. chciałabym więcej takich cudownych spotkań!
Wszelkie aktualne informacje , jak zwykle TUTAJ