wtorek, 27 czerwca 2017

Noc Świętojańska ponownie zwabiła nas do Augustowa. Miejski Dom Kultury postanowił uczynić z nas jedną z atrakcji Nocy Świętojańskiej nad Nettą. Pogoda do ostatniej nieomal chwili trzymała organizatorów w niepewności. Padało, było szaro, jednak im bliżej godziny imprezy, tym robiło się pogodniej a efekt finałowy widzicie na zdjęciu. Piękne słońce a potem, piękna ,gwiaździsta noc.
      Przyznam, że trochę obawiałam się tego bajania, równolegle do koncertu, wspaniałej wszak Miss Gold. Czy ktokolwiek przedłoży baśnie nad jej śpiew? I czy nie zagłuszy nas to co dziać się miało na głównej scenie, bowiem Błonia , gdzie odbywała się Noc Świętojańska, nie są duże. Zwykle bajamy bez nagłośnienia, bo baśnie lubią kameralność a ja i Radomir uwielbiamy ruch zaś mikrofony trochę nam tę swobodę wyrażania myśli ciałem udaremniają.
       Organizatorzy jednak stanęli na wysokości zadania. Postawili nam namiot , którego ścianki nieco osłoniły od dźwięków sceny głównej i dali nagłośnienie. Przyznam, że w drugiej części jednak z niego skorzytsaliśmy.
       Pozytywnie zaskoczyła nas publiczność, która wytrwale przez dwie godziny (!) nam towarzyszyła. I nie tylko dzieci ale i dorośli a nawet chwilami dołączała młodzież. Coś wspaniałego!
       Moja dekoracja naszego kącika także się sprawdziła, a to cieszy niezwykle, bo jest lekka w przewożeniu,  przy naszym trybie poruszania się krajowymi środkami transportu ma to duże znaczenie.
Czyli mogę powiedzieć, że wszystko udało się znakomicie i jestem wdzięczna za zaproszenie nas na tę piękną imprezę.

foto by Monika Rowińska

Szkolne zmagania

Na pczątku czerwca Galeony Baśni miały wielką przyjemność uczestniczyć w projekcie bibliotekarzy Augustowa. Z okazji tygodnia czytania, oraz niedawnych urodzin miasta, opowiadaliśmy dzieciom z augustowskich szkół legendy o mieście i okolicy.
Odbyło się aż pięć spotkań podczas, których mogliśmy przybliżyć dzieciakom te piękne opowieści. Spotkaliśmy się z żywym odbiorem, dzieci chętnie uczestniczyły w zabawach podczas baśni i wspaniale słuchały.
Ciepłę przyjęcie przez grono bibliotekarzy umilało nam dodatkowo te chwile. Baśnie całkiem dobrze czują się w szkole, nie tylko w przedszkolu.

środa, 31 maja 2017

Wieczór baśniowy- niebanalny prezent dla dorosłych



        
Czy próbowaliście zaprosić bajarza na urodziny dorosłej osoby?
Może to być nietypowy prezent dla kogoś, kto ma prawie wszystko i nie wiadomo co tym razem mu wymyślić. Albo może to być ciekawe urozmaicenie wieczoru, gratka od gospodarza dla gości.
Miałam przyjemność prowadzić takie urodziny. 
Baśnie dla dorosłych są w dużym wyborze tematycznym. Od wesołych, trunkowych, czy o seksie, po nostalgicznie filozoficzne lub horrory, dobre dla osób poszukujących mocnych wrażeń.
Moja jubilatka wybrała temat odważny. Ustaliłyśmy, że zacznę ostrożnie, od opowieści z pogranicza i potem w zależności od odbioru i śmiałości gości będziemy działać albo odważniej albo trzymać się lżejszych wersji.
Goście podkręcili atmosferę i było naprawdę gorąco! Odważnie i wesoło!
    Musiało się podobać, bo dostałam ponowne zaproszenie od tej samej osoby. Tym razem miało być to spotkanie z dziećmi w przedszkolu, o czym napisze innym razem.
 Gospodyni urodzin zaufała mi dwukrotnie. Czuję dumę z tego powodu. 
Urodziny z opowieścią to wciąż nowość, wciąż zagadka jak to rozegrać aby wszystkim gościom i solenizantowi się podobało. Jednak, choć stres był duży to wspominam tę przygodę bardzo miło i wierzę, że dla obecnych na wieczorze był to czas warty zapisania w szufladkach pamięci.

czwartek, 2 marca 2017

baśnie na urodziny- dobry pomysł?

Zacznę od tego, że dawno mnie tu nie było, ponad rok czasu.. Obiecuję w sumie sama sobie, bo ruch tu na blogu moim żaden, że to się zmieni. Podpięłam ten mój blog pod stronę Galeonów Baśni i teraz z zakładki na stronie można bezproblemowo wejść tu i się rozejrzeć.
Jakbyście nie znali strony to ona jest TU


Zdjęcie, które ilustruje ten wpis, to zdjęcie by Neko, mojej córy a zrobione jest w uroczej białostockiej kawiarence- "Mama Tata i Ja", gdzie od niedawna prowadzę regularne, comiesięczne spotkania z bajką. Jak widać są one zwykle pełne nie tylko słów baśniowych ale i ruchu, którego maluchy zawsze sporo potrzebują i który pozwala im lepiej przyswajać treści, sprawia, że nie przeciekają one jak przez sito ale zatrzymują się opierając niejako na emocjach towarzyszących opowieściom, zapisując się w doznaniach płynących z ciała, w tym ruchu, który potem wypłynie w pamięci i pobudzi wyobraźnię. Ale o tym moze kiedyś kolejny wpis, a tymczasem obiecałam w tytule, że zastanowimy się czy urządzić dzieciom bajarskie urodziny.

I jak wszędzie odpowiedź nie będzie prosta. Bowiem i tak i nie. A wszystko zależy od kilku czynników.
Pierwszym i najważniejszym jest poznanie swego dziecka. Czy lubi bajki? Czy chętnie słucha jak mu się czyta? Bawi się albo chociaż lubi teatr? Lubi sam wymyślać historyjki? Chciałby przyjść na baśniowy wieczorek?
To są ogromnie ważne pytania. Jeśli nie wiemy, nie jesteśmy pewni, nasze dziecko nigdy nie uczestniczyło w takich zajęciach albo co gorsza: dopiero chcemy je tym zainteresować, to nie jest to dobry pomysł. Oczywiście to wspaniale, że my, rodzice chcemy pokazać różne możliwości w życiu,  zachęcić do innej aktywności niż codzienna, albo dotychczasowa, podsunąć coś nowego. Jednak urodziny to nie pora na takie edukacyjne eksperymenty. Lepiej zaprowadźmy dziecko najpierw na jakiś wieczór z baśniami w naszej okolicy. Poszukajcie. Nas bajarzy nie jest dużo ale coraz więcej i w coraz to innych miastach opowiadamy. Zawsze można namówić bibliotekę aby taki wieczór czy poranek z bajką urządziła. Urodziny zdecydowanie odradzam w tej formie. Może bowiem być to strzał w dziesiątkę oczywiście ale może też być i porażka, bo dziecko odmówi współpracy.

Drugim czynnikiem o wcale niemałym znaczeniu jest miejsce. Zastanówmy się czy przestrzeń sprzyja opowieściom. Miejmy świadomość, że to zajęcia z nieco mniejszą ilością ruchu niż zwykłe urodzinowe, brak w nich pokazu sztukmistrza, są zabawy wplecione w treść historii. Dlatego warto zapewnić salę z możliwością siadania na podłodze, swobodnego poruszania się, częstych zmian pozycji z siedzącej i skupionej na ruchową. Talerze pełne ciast sprawiają, że co rusz, któreś dziecko biegnie i sięga po jedzenie, zanim biegną inne, pomyślcie jak tu opowiadać, kiedy dzieciaki tracą wątek?
Uwierzcie, że trudno jest ruszyć dzieci i zainteresować w nieodpowiedniej przestrzeni. Baśnie muszą mieć klimat. Oczywiście mam parę sposobów na aktywizację i na to aby sprawy potoczyły się w odpowiednim kierunku, ale odpowiednia przestrzeń dużo ułatwia.
Do tego warto oddzielić dzieci od rodziców, o ile ci ostatni mają chęć siedzieć i rozmawiać ze sobą. Gwar nie jest dobrym tłem  do słuchania bajek. A z tych wszystkich faktów wynika, że potrzebujemy dwu sal. Najczęściej. Poczęstunek w jednej a opowieści w drugiej.

Trzecim i ostatnim jest ilość dzieci.  W szkole, przedszkolu czy placówce kulturalnej spokojnie da się zaangażować duże grono dzieci. Są to miejsca, które odruchowo je nieco dyscyplinują, zwracają uwagę na prowadzącego. Jednak na urodzinach są z samego faktu urodzin, bardziej rozbrykane, rozkojarzone, biegają w te i wewte i popisują się przed sobą. Im ich więcej i bardziej różniące się  zainteresowaniami i temperamentem, tym trudniej zainteresować je opowieścią. Dlatego bajkowe urodziny polecam raczej do domowych obchodów w niezbyt licznym gronie.

I może strzelam sobie tym wpisem w kolano ale chcę zawsze zostawiać po sobie jak najwięcej zadowolenie i radości. Uwielbiam opowiadać baśnie i wciągać dzieciaki w fabułę, aktywizować je, sprawiać, że żywo uczestniczą , choćby odgrywając dźwięki kopyt jadących rycerzy, mówiąc zaklęcia, czy wcielając się czasem w postaci, albo wplatać w opowieść zabawy ruchowe. Jednak przeżyłam wpadkę urodzinową, o której napiszę następnym razem a która właśnie wywołała u mnie chęć pozbierania wniosków i pokazania ich Wam, opiekunom.

niedziela, 24 stycznia 2016

Szkolne zmagania z opowieścią

Szkoła podstawowa. Ostatni dzień przed feriami i spotkanie z baśnią. Pierwsze takie w tej placówce. Tym razem, nie licząc moich warsztato- konwersatoriów w Rybniku w LO, miałam najwięcej osób na sali. Może i dobrze, że o faktycznej ilości dzieci dowiedziałam się po baśniach :) Było ich bowiem aż sześćdziesięcioro! Nie wiem czy nie sparaliżowałaby mnie trema. Na szczęście nie wiedziałam i opowieści potoczyły się gładko.
Bardzo lubię patrzeć w te cudownie zasłuchane buzie, słuchać mimowolnych okrzyków- Ojej! Ach! Myślałem, że coś jej się stanie! Lubię jak dzieci dzielą się ze mną swoją wiedzą, lubię jak zgadują albo spontanicznie, samoistnie dołączają się do rymowanek i odgłosów np tętentu, które mogą naśladować. Wtedy wiem, że przezywają, słuchają, cieszą się.
Trochę mnie tylko peszą uwagi nauczycielek, które za wszelką cenę usiłują dzieci uspokoić. Tym razem tez początkowo było: "Damian" ciszej, "Aneta", nie gadaj już tylko słuchaj! A tymczasem "Aneta" chciała się ze mną podzielić ważną i dla niej ale i dla mnie rzeczą. Po uwadze Pani zamilkła i z trudem udało mi się ją otworzyć.
Ja wiem, doceniam wysiłki nauczycieli, którzy chcą aby dzieci godnie ich przede mną reprezentowały. Oni nie wiedzą, że ja potrafię zapanować nad grupą. Może to jest zarozumiałe z mojej strony, ale choć często mam tremę przed występem, i przed dziećmi i przed dorosłymi, to do tej pory nie zdarzyło mi się abym nie opanowała każdej grupy, którą dostaje pod swoje skrzydła.

Tylko.. jak mam to powiedzieć nauczycielom, aby się nie obrazili, aby im nie było przykro. Wciąż nad tym myślę. Gdyby ktoś kto zagląda tutaj ( jeśli ktoś w ogóle zagląda ) miał jakiś pomysł odnośnie, niechaj się ze mną podzieli.

A poza tym.. chciałabym więcej takich cudownych spotkań!
Wszelkie aktualne informacje , jak zwykle TUTAJ

niedziela, 8 listopada 2015

Opowiadanie na żywo czy komputerowa kreacja?

                Szkoła podstawowa nr 23 w Poznaniu. Baśnie nie takie łatwe, bo pochodzące z Japonii i wybrane te nie tylko z wartką akcją ale i spokojniejsze,  nie przygodowe ale refleksyjne. Przynajmniej niektóre. Można by więc oczekiwać, że trudno będzie skupić uwagę dzieciaków, skoro, jak wokoło się słyszy, przyzwyczajone są do komputerów i szybkiej akcji filmów, do krótkich tekstów panujących wszędzie w Internecie, kodów bardziej obrazkowych niż słownych. A jednak! Nie miałam z tym żadnych problemów.
Nie chcę przez to powiedzieć, że to ja jestem taka świetna w sztuce opowiadania, tylko że dzieci są chłonne. Jak wszystkie młode istoty w przyrodzie nie zawsze usiedzą w miejscu, czego chcielibyśmy my dorośli. Nie znaczy to jednak, że nie potrafią. I nie  umieją. Potrafią, umieją i chcą. Ponieważ w ich chłonnych umysłach jest miejsce i na żywą opowieść i na film i na grę  komputerową, ale i na grę fizyczną. W czym mocniej zasmakują to zależy trochę od nas dorosłych a trochę od ich temperamentów i zainteresowań. Ale na pewno potrafią wszystko zgrabnie łączyć. Jeśli tylko damy im szansę.
       My dorośli, nie mamy takich doświadczeń. Jedni wychowali się jeszcze, kiedy komputery raczkowały i dlatego nie rozumieją ani podzielnej uwagi obecnego pokolenia, ani tego, że takie różne światy są możliwe do połączenia. Drudzy wychowali się w czasie "zachłyśnięcia się" komputerami. Wtedy słowo mówione także straciło moc. Ale ono ją straciło tylko na chwilę. I bardziej dlatego, że to dorośli o nim zapomnieli. Kiedy zaś przypomnieli sobie o nim. Kiedy zaś zaczęli czytać dzieciom, kiedy zaczęli opowiadać, okazało się, że świat wirtualny one świetnie godzą z realnym.  Zanurzenie w nim nie jest równoznaczne z tym,  że dzieci gorzej przyswajają historie opowiadane im realnie.
       Dzieci chcą dotykać nie tylko ekranu, ale i gier planszowych, szachów czy warcabów rozstawianych na planszy i odbieranych dotykiem, kart książek, bo one rozumieją, że nic nie zastąpi szelestu kartki i zapachu druku. Chyba, że to my je zniechęcimy. Uwielbiają czytać w Internecie bo tam jest ciekawie. I nie chodzi o to, że kolorowo czy krótko i są książki, w których wszystko się rusza. Raczej chodzi o to, że treści są doroślej podane.
         Ze zgrozą od kilku lat patrzę na to co się dzieje w księgarniach i na półkach bibliotek. Jak dzielimy lektury na coraz mniejsze przedziały wiekowe, zubażając tym bardzo rozwój naszych młodych czytelników. A potem dziwimy się, że nie chcą czytać albo, że czegoś nie potrafią, czegoś co my umieliśmy w ich wieku. No ale to temat na osobny wpis.

Teraz jeszcze tylko przypomnę że o tym uważnym słuchaniu pisałam także już tutaj, więc tak jakby zjawisko mi się potwierdza. Dzieci potrafią słuchać opowieści, żyć opowieścią i aktywnie w niej uczestniczyć. Opowiadajmy więc jak najczęściej!

A najbliższe spotkanie już niedługo. Jak zwykle informacje są na stronie Galeony Baśni
oraz na fanpagu

niedziela, 4 października 2015

Prawa fizyki





Ostatnio opowiadałam po raz kolejny zresztą, jedną z moich ulubionych baśni „ Mrille” i zdałam sobie sprawę jak bardzo różne są te moje opowieści. Jak za każdym razem inaczej kreuję wątek, dynamikę, tajemnicę. Najbardziej dynamicznie opowiadałam tę baśń w Pracovni w zeszłym roku. Grupa 501 dawała mocne oparcie. Publiczność była dobrze rozgrzana poprzednimi opowieściami i występem grupy bębniarskiej. Czas opowieści był maksymalnie skrócony. Chyba nigdy jeszcze tak długiej baśni nie musiałam zamknąć w tak krótkim czasie, dbając by niczego z niej nie uronić. Ani kropelki! Udało się a ja do dziś mam gdzieś w ciele zakodowane, że tak można, że może nawet była to jedna ze wspanialszych kreacji tej historii. Na pewno zaś diametralnie różna od poprzedniego i następnych jej prezentacji.
To prowadzi mnie do spostrzeżenia, że czas, przestrzeń i odbiorca bardzo oddziałują na proces. To od wpatrzonych we mnie oczu, zatrzymanych oddechów, napięcia sali zależy jak potoczy się moja opowieść. I tu nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że wkraczamy w prawa fizyki ) Ja i fizyka- niesamowite połączenie ale.. To ona właśnie jakiś czas temu zaskoczyła ludzi odkryciem, które już podałam – Obserwator wpływa na proces. Dlatego nie wiemy jak wyglądałby proces bez Obserwatora. Inaczej, ale jak inaczej? My opowiadacze pewnie to jednak wiemy.
Obserwujcie nas kochani widzowie, bez Was nie ma energii w naszej opowieści.
A przy okazji rozważań, okazuje się, że wcale nie odkrywam opowiadaczowej Ameryki. Oto natrafiłam na wpis Mateusza, traktujący o tym temacie :
„Tempo opowieści to rzecz całkowicie wybierana przez dzieci. ( dla mnie po prostu słuchaczy )  Mogę mieć co prawda zaplanowane, że dziś będę opowiadać dynamicznie, a jutro spróbuję to samo zrobić w nastroju melancholijnej grozy albo z humorem. Z początkowych założeń zostaje zazwyczaj tyle, ile odbije się w twarzach słuchaczy, gdy powiem :"Dawno dawno temu". Twarze są zwierciadłem tempa.”

A relacja z opowieści afrykańskich i zdjęcia jak zwykle TU